Przejdź do treści
image 10

Wyprawa w Góry Skaliste 2025 – część pierwsza

Wstęp

W 2025 jak co roku zorganizowaliśmy nieco ponad 6-cio tygodniową wyprawę survivalową. Aby tradycji stało się zadość, zaczęliśmy od 3 tygodni w Górach Skalistych, z czego niemal dwa spędziliśmy w „dziczy” – o tym będzie też niniejszy artykuł. Następnie spędziliśmy nieco ponad tydzień na pustyni, by odbić na północ i poprzez Grand Tetons, Yellowstone trafić do Glacier National Park, nad samą granicą z Kanadą. Częściowe relacje z niektórych naszych poprzednich wypraw – 2021, 2023, 2024A, 2024B.

W 2025 ponownie startowaliśmy z wysokości około 2700m aby finalnie zakończyć na 3600m, więc przy starcie z nizin Mazowsza w zasadzie bez aklimatyzacji. O tej porze roku (sierpień) świt wstawał w okolicach godziny 6:00, zaś zachód słońca był około 21:00. Co ważne, w górach liczy się górski zachód słońca – moment w którym słońce schodzi na tyle nisko, że przysłaniają je otaczające Cię góry. W związku z tym, czasami nawet o 19 lub około 20 de-facto W Twojej okolicy panował zmierzch, choć najgwałtowniejszy spadek temperatury zachodził zawsze po „prawdziwym” zachodzie słońca, a więc w okolicach godziny 22-23. Jest to o tyle istotne, że temperatury dzienne wynosiły w okolicach 25-30 stopni w cieniu – w bezwietrzny dzień, mężczyzna komfortowo czuje się w krótkich spodenkach i podkoszulku. Nocą zaś, temperatury zbliżały się do zera, w zależności od wysokości oraz ukształtowania terenu (np. obecność zbiorników wodnych). Przykładowo, w ciepłą noc można się było spodziewać 10C, zaś w chłodniejsze – nawet poniżej 5C.

W porównaniu do wyboistego startu z 2024, w tym roku udało nam się wyruszyć na szlak bez zbędnych przygód. No, nie licząc może zepsucia się amortyzatora w aucie, co oznaczało, że natychmiast po powrocie z gór będziemy musieli zaliczyć warsztat. Optymistycznie, jeden-dwa dni obsuwy, pesymistycznie, nawet tydzień zanim dojdą części…

Dzień pierwszy

Niemniej, ponieważ nie było sensu martwić się na zapas, wstaliśmy rano i w okolicach 15:00 wyruszyliśmy na szlak, tym razem inną trasą niż poprzednio. Początkowo, prowadziła ona głównie malowniczym lasem, była też zdecydowanie łagodniejsza pod kątem podejścia, za to niewiele dłuższa. Uznaliśmy, że wymiana 1/3 wysokości na 1/3 więcej długości to uczciwa cena – w końcu w górach liczą się metry, nie kilometry, i kluczowe są przewyższenia, a nie długość marszu.

Do przełęczy mieliśmy więc nieco ponad 5km oraz 300m przewyższenia, co przy obciążeniu rzędu 30kg nie jest drogą na godzinkę, może dwie, wtedy kiedy idzie się „na lekko”. Co więcej, przy wycieczce liczonej w dniach, nie w godzinach należy pamiętać o rozsądnym rozłożeniu sił na zamiary – jeżeli jednego dnia przesadzisz, oznacza to, że kolejnego zapłacisz za to cenę. Jest to bardzo istotne nie tylko dlatego, że idąc wolno, zajdziesz dalej niż idąc szybko (go slow go far, go fast won’t last), ale też zawsze chcesz zachować „rezerwę mocy” na nieprzewidziane sytuacje.

Nie wolno Ci doprowadzić do takiej sytuacji, w której dochodząc co celu danego dnia, czujesz że jesteś tak wycieńczony, że nie byłbyś w stanie kontynuować marszu dłużej! A co w sytuacji w której coś zmusiłoby Cię do tego? Lawina (skalna bądź śnieżna), pojawienie się stada wilków, agresywnego niedźwiedzia? Cokolwiek, nawet nieoceniona ludzka głupota i zranienie innego uczestnika wyprawy (np. złamanie otwarte nogi) przez co akurat TY musisz natychmiast wyruszyć po pomoc?

image
Wyprawa w Góry Skaliste 2025 - część pierwsza 28
image 1
Wyprawa w Góry Skaliste 2025 - część pierwsza 29
image 2
Wyprawa w Góry Skaliste 2025 - część pierwsza 30

Przełęcz

O godzinie 19, gdy zbliżał się już górski zachód słońca, udało nam się dotrzeć na szczyt przełęczy i przekroczyliśmy granicę dziczy. Godzinę później, podczas schodzenia z przełęczy, podczas postoju, aby zachować ciągłość dowodzenia nastąpiła zmiana planów. Uznaliśmy, że zamiast iść dookoła masywu i wspinać się na niego rynną jak w 2024, tym razem pójdziemy pierwotną trasą z 2023 – granią – co powinno zaoszczędzić nam jeden, a być może nawet dwa dni. Oznaczało to jednak, że pierwszego dnia musimy dojść o połowę dalej niż planowaliśmy – około 3 dodatkowych kilometrów. Zmusiło nas to do nieco forsownego marszu po zmroku, niemalże do 22 kiedy to finalnie udało się nam dojść do podnóża grani. Było to możliwe jedynie dlatego, że większość tej trasy prowadziła w dół, nie pod górę.

Niestety, zmiana planów nie mogła cofnąć czasu. W efekcie, po pierwszym dniu byliśmy stosunkowo zmęczeni, szczególnie że w szarówce zeszliśmy z udeptanego szlaku, aby już po zmroku przedzierać się dobry kilometr po stromym zboczu w dół, przez gęste zarośla oraz liczne koryta rzeczek i strumieni. Gdybyśmy planowali to od początku, wyruszylibyśmy około pięć godzin wcześniej, tak aby dojść do celu około 17-18. Dzięki temu, zarówno mniej byśmy „siebie” zużyli, jak i mielibyśmy, więcej czasu na wypoczynek.

image 3
Wyprawa w Góry Skaliste 2025 - część pierwsza 31

Z prawej strony masywu dobrze widoczna grań. Finalnym celem jest dolina w środku masywu (niewidoczna), zaś w zeszłym roku szliśmy „dookoła” całości.

Dzień drugi

Tym samym, zamiast ruszać dalej, sytuacja wymusiła na nas poświęcenie całego drugiego dnia na odpoczynek – tym bardziej że jeden z instruktorów lekko przeciążył sobie nogę. Teoretycznie, moglibyśmy kontynuować marsz. Praktycznie, to nie wyścigi a realna wyprawa w terenie dzikim. Wiedzieliśmy, że przy pokonywaniu wspomnianej grani nie będzie żartów – w razie zranienia możemy liczyć tylko na siebie nawzajem. Stąd też w takich sytuacjach należy przede wszystkim stawiać na bezpieczeństwo. Po raz kolejny; prawdziwy survivalowiec nigdy nie powinien znaleźć się w sytuacji survivalowej!

Kluczowe jest tu zapobieganie, a dopiero potem „leczenie”. Jak zawsze powtarzamy na naszych szkoleniach survivalowych, jest to niezwykle istotny element „mindsetu” – nastawienia – jakie należy sobie wyrobić. To umiejętność analizy otoczenia i sytuacji, oraz podejmowania racjonalnych decyzji – w terenie nie „kozaczymy”, stawiamy na bezpieczeństwo. Posiadamy wiedzę i umiejętności, dzięki której możemy podejmować ryzyko – a dodatkowo zabieramy niezbędny sprzęt. Jednakże zostawiamy to sobie na okazje, gdy sytuacja tego od nas wymaga, a jeżeli nie potrzeba „gramy bezpiecznie”.

Umiejętności survivalowe są tu jedynie drugą częścią składową (obok nastawienia), która pozwala na uniknięcie znalezienia się w trudnej sytuacji – doskonałym przykładem może tu być sytuacja z 2024r, kiedy to po dojściu do celu okazało się, że w pobliżu nie ma żadnego źródła wody. Dzięki znajomości różnych metod jej pozyskiwania oraz wykorzystaniu otoczenia i warunków atmosferycznych, w dwie godziny uzupełniliśmy braki, oszczędzając sobie wysłania jednej osoby w kilku godzinny marsz do najbliższego „pewnego” źródła.

W związku z powyższym cały drugi dzień spędziliśmy w obozie, urządzając sobie niewielkie piesze wycieczki po okolicy (oczywiście z wyjątkiem „rannego”) i zbierając siły do jutrzejszego ataku na grań.

image 4
Wyprawa w Góry Skaliste 2025 - część pierwsza 32

Dzień trzeci

Na trzeci dzień zaplanowaliśmy „mini Alpine-Start” i wstaliśmy tuż przed świtem. Musieliśmy mieć 102% pewność (z 2% marginesem błędu), że na grań dotrzemy w okolicach południa, przed ewentualnym deszczem. Pogoda zapowiadała się dobrze, jednak w górach popołudniem a szczególnie przed wieczorem, o 17-20 lubią pojawiać się opady, choćby przelotne. Przy pokonywaniu wąskiej grani, gdzie każdy kamień jest luźny, a na plecach masz >30kg plecak, utrata równowagi może być zabójcza. Wystarczy mocny podmuch wiatru, lub mokre, śliskie kamienie, nie wspominając już o burzy z piorunami, dla których jesteś świetnym celem… Dlaczego jest to tak istotne?

Dlatego, że studium przypadków dowodzi, że zdecydowana większość śmierci turystów w „dzikim” terenie wydarza się właśnie w taki sposób – z powodu bezmyślności. A pójdę sobie tamtędy, co może się wydarzyć? A wydarzyć się może na przykład deszcz. Widzisz, że chmury gęstnieją, ale nie chce Ci się tracić pół dnia, aby wracać na dół, rozkładać ponownie obóz i próbować następnego dnia, w lepszej pogodzie. Przecież jestem już w połowie grani, to tylko kawałek, już go widzę, na wyciągnięcie ręki! Pewnie zresztą zdążę przejść zanim ten deszcz mnie nakryje, a poza tym to może chmury się rozwieją, zanim do mnie dojdą?

To jest dokładnie ten typ turysty, który idzie w góry w krótkich spodenkach, w sandałach, mając półlitrową butelkę wody w jednej ręce i batonik w drugiej. Zgubi/pomyli drogę, przyjdzie lekki deszcz, bliżej szczytu temperatura spadnie z 20 do 4C (i to nie odczuwalna!), zerwie się wiatr, a my w telewizji usłyszymy że znowu GOPR/TOPR musiał zabierać kogoś z Giewontu śmigłowcem.

Tymczasem, w Polsce (i generalnie Europie) dzięki gęstości zaludnienia pomoc jest zawsze na wyciągnięcie ręki. W polskich górach właściwie wszędzie mamy zasięg telefonii komórkowej. A w USA, 95% powierzchni parków narodowych to tereny absolutnie dzikie, bez wyznaczonych szlaków turystycznych i infrastruktury. W latach 2018 – 2023 odnotowano tam ponad 1180 przypadków zaginięć. Większości z tych osób nigdy nie udało się odnaleźć. To co dopiero mówić o terenach National Forest lub wręcz tych w których my byliśmy, oznaczonych jako „wilderness”?

Swoją drogą, dokładnie taka sytuacja wydarzyła się, gdy my byliśmy w tym roku w górach. Dwie turystki szły na tę samą przełęcz co my pierwszego dnia, startując z tego samego miejsca. Jednakże, zamiast iść w głąb wildernesu skręcały wcześniej, aby idąc wzdłuż masywu górskiego dotrzeć na malowniczą łąkę.

Z lekkim plecakiem, to wycieczka na pół dnia; ruszasz rano, docierasz na miejsce może wczesnym popołudniem. Jesz kanapki na polanie i wracasz na parking; w obozie jesteś z powrotem o 17-18, długo przed zmrokiem, który zapada około 20-21.

Obie Panie musiały źle skręcić już wracając, na przełęczy, gdyż zaczęły… Schodzić w złą stronę (w tym kierunku, w którym my poszliśmy, zamiast w ten z którego przyszliśmy, do campgroundu). Jakim cudem mogły popełnić tak oczywisty błąd? Nie wiadomo. Szczęśliwie, albo miały dosyć rozumu, by zgodnie z podstawowymi zasadami powiedzieć opiekunowi campgroundu gdzie idą, albo też opiekunka sama zauważyła, że wokół jednego z miejsc obozowych nikt się wieczorem nie kręci. Szczęśliwie, w pobliżu kilka kilometrów dalej jest korral, obok którego w sezonie praktycznie zawsze można znaleźć kogoś, kto przyjeżdża w góry z końmi. Opiekunka obozu pojechała więc tam i poprosiła o pomoc (wjechanie quadami w góry jest trudne lub wręcz niemożliwe; ponadto trzeba by je sprowadzić z miasteczka godzinę drogi dalej. Realnie pozostaje szukać pieszo, konno lub śmigłowcem).

Panowie konno, późnym wieczorem dojechali na miejsce i rozdzielili się na rozstaju. Para, która pojechała „naszą” trasą, znalazła obie Panie w miejscu naszego pierwszego noclegu z 2024 – grupce drzew tuż obok szlaku z miejscem na ognisko. Siedziały tam potwornie zmęczone, bez jedzenia, wody i ognia. Panowie wsadzili je na luzaki (prowadzone luzem konie) i w parę godzin później dowieźli do obozowiska.

Ot, tym razem skończyło się szczęśliwie. Podkreślmy, że dzienne temperatury oscylowały w okolicach 30C, aby nocą spaść do przedziału 5-10C, obie turystki były więc ubrane jak na ciepłe lub wręcz gorące polskie lato, tymczasem po zmroku temperatura przypominała naszą chłodną jesień…

My sami, tym razem nie parkując w bardziej „leśnym” miejscu ale tuż pod Campgroundem, zapytaliśmy przed wyjściem w góry gospodarza miejsca czy będziemy mogli zostawić tam samochód na dłużej (10 do 14 dni), jednocześnie informując aby nie wzywać pomocy gdy nie wrócimy do auta na noc 😊.

Ale, wracając do naszej wyprawy…

Szykując się na grań, chcieliśmy więc mieć pewność, że będziemy mieć wystarczająco dużo czasu aby na spokojnie, bezpiecznie i przy dobrej pogodzie pokonać grań i w rozsądnym czasie dojść do źródła wody w linii drzew powyżej.

W związku z tym, po pobudce tuż przed świtem o 5:30 zjedliśmy śniadanie i do 9 na spokojnie, bez pośpiechu zwinęliśmy obóz. Po uzupełnieniu wody „pod kurek” wyruszyliśmy na grań. Najpierw musieliśmy zejść do samego podnóża góry po bardzo stromym zboczu. Następnie zaś, pokonaliśmy kilkaset metrów płaskiego już terenu przecinanego przez liczne strumienie; większość z nich nie sięgała głębiej niż do połowy buta, mając więc górskie buty dobrej jakości, bez problemu mogliśmy je pokonać. Woda obmywająca stopy przez kilka minut wręcz przynosiła ulgę, chłodząc, zamiast przemakać. Lecz kilka strumieni było głębszych, i trzeba było przechodzić po kamieniach lub „belkach” (zwalonych drzewach) bardzo uważnie, aby nie zaliczyć nieplanowanej kąpieli.

image 5
Wyprawa w Góry Skaliste 2025 - część pierwsza 33
image 6
Wyprawa w Góry Skaliste 2025 - część pierwsza 34

Po dojściu do samego podnóża góry, zaczęło się mozolne wspinanie po stromym i zarośniętym drzewami zboczu, które nieco przed południem urozmaiciło nam odkrycie tuż obok miejsca postoju drzewa noszącego ślady ostrzenia pazurów przez niedźwiedzia. W dwie godziny później, o 13:30 stanęliśmy u podnóża grani.

image 7
Wyprawa w Góry Skaliste 2025 - część pierwsza 35
image 8
Wyprawa w Góry Skaliste 2025 - część pierwsza 36

Miś ma duże rączki więc i pazurki były spore.

image 9
Wyprawa w Góry Skaliste 2025 - część pierwsza 37

Ostatnie ślady były na wysokości ponad 2 metrów – trzeba było stanąć nieco na palcach aby do nich dosięgnąć.

image 10
Wyprawa w Góry Skaliste 2025 - część pierwsza 38

Pogoda idealnie zgodna z planem. Pierwsze popołudniowe chmury przykrywające słońce, dzięki czemu uniknęliśmy skwaru w okolicach >30C. Jednocześnie, widoczność wokół na dziesiątki kilometrów dobitnie wskazywała na brak zagrożenia opadami i związanym ze zmianą pogody, nagłym zerwaniem się mocnego wiatru.

Zaczęła się nieprzyjemna operacja; żeby ograniczyć ryzyko, zamierzaliśmy pokonać grań dwukrotnie, wcześniej odpowiednio modyfikując konfiguracje sprzętową.

Tu słowem wyjaśnienia – choć do marszu wygodniejszy byłby plecak górski z wieloma doczepionymi modułami, przeciwko temu przemawiały względy praktyczne. Plecak z dodatkowymi kieszeniami, nawet pustymi przekroczyłby wymiary bagażu rejestrowanego dopuszczonego przez linie lotnicze, to raz. Dwa, dodatkowe kieszenie zwiększyłyby wagę (która i tak ocierała się o limit). I po trzecie, te puste, ciężkie moduły zajmowałyby również limitowane przecież miejsce wewnątrz bagażu rejestrowanego. Aby więc je zabrać, trzeba by zrezygnować z innej części bagażu. Oczywiście nie niezbędnego, ale czegoś zapewniającego komfort, z czego można zrezygnować. Tym samym dla większego komfortu podczas 2 tygodniowej wyprawy, poświęcamy rzeczy zapewniające komfort przez pozostałe 4 tygodnie. Przy czym, realistycznie, nie maszerujemy z obciążeniem przez całość z tych 2 tygodni, a być może część „porzuconego” sprzętu zostałaby zabrana również na wyprawę w dzicz?

W każdym razie, siłą rzeczy oprócz dużego plecaka górskiego, i tak trzeba było zabrać ze sobą mniejszy, średni plecak. Można więc na czas samej wyprawy w góry dopiąć go do plecaka górskiego zamiast modułów, zwiększając pojemność zestawu o dobre 40L. Przy dobrym spięciu całości i wyważeniu ciężaru, różnica w komforcie noszenia jest zaskakująco mała. Ponadto, umożliwia to większą elastyczność. W przypadku konieczności szybkiego powrotu do samochodu (np. zranienia i wysłania 1 osoby po pomoc) można użyć mniejszego plecaka i zabrać w nim podstawowe rzeczy na drogę. Jest to dużo lepsza opcja niż iść „szybko ale na goło” albo pakować się do plecaka górskiego/wyprawowego.

W przypadku grani, było to podstawą podjęcia decyzji o pójściu właśnie nią zamiast okrężną trasą. Najcięższe ale najmniejsze objętościowo przedmioty wylądowały w średnim plecaku, co znacząco odciążyło plecaki górskie. Dzięki temu, idąc z „dużym” plecakiem, mamy jako minus tylko jego wymiary, zaś idąc ze średnim, tylko dużą wagę. Zdecydowanie podniosło to bezpieczeństwo dając nam dużo większy margines błędu.

Grań

O samej grani ciężko napisać więcej, zdjęcia czy filmy w 2D nie posiadając głębi nie oddają widoków. Można śmiało porównać ją do Orlej Perci (oczywiście bez łańcuchów). Stosunkowo upierdliwe były luźne kamienie – trzeba było, za każdym niemalże razem, przed przeniesieniem ciężaru ciała sprawdzać poszczególne głazy ręką.

Z prawej strony mieliśmy niemalże pionową przepaść i rozległe na ponad kilometr rumowiska skalne, z lewej łagodniejsze gołoborze które po 100 metrach „wypłaszczenia” gwałtownie spadało w dolinę strumienia o ostrych ścianach.

image 11
Wyprawa w Góry Skaliste 2025 - część pierwsza 39

Widok na wspomniane gołoborze z prawej

image 12
Wyprawa w Góry Skaliste 2025 - część pierwsza 40

Tu już po pokonaniu grani, gdy chmury zaczęły się powoli rozpraszać. Widoczna płaska łąka będąca celem pechowych turystek.

image 13
Wyprawa w Góry Skaliste 2025 - część pierwsza 41

W lewym rogu stosunkowo dobrze widoczna wspomniana pionowa ściana która stanowiła granicę naszej grani.

image 14
Wyprawa w Góry Skaliste 2025 - część pierwsza 42

A taki widoczek był po odwróceniu głowy w lewo. Pole kamieni pokrywające zbocze góry, a po kilkudziesięciu metrach gwałtowny spadek w dolinę strumyczka.

image 15
Wyprawa w Góry Skaliste 2025 - część pierwsza 43

Ta klatka dosyć dobrze obrazuje szerokość grani. Widać też gwałtowny spadek z prawej strony.

image 16
Wyprawa w Góry Skaliste 2025 - część pierwsza 44

Niestety na kilku odcinkach grań robiła się na tyle wąska że ledwo dało się postawić dwie stopy obok siebie, jak na zwężeniu które widać z przodu. To fragment najniebezpieczniejszego, choć dosłownie 15m odcinka. Stojąc na tych chyboczących się kamieniach, w wąskim gardle szerokości ok. 30-50cm trzeba było „wspiąć” się na podest (duży kamień którego podstawę widać na zdjęciu) sięgający nieco powyżej pasa.

image 17
Wyprawa w Góry Skaliste 2025 - część pierwsza 45

Tu grań oglądana od drugiej strony, podczas drogi powrotnej po drugi plecak. Oprócz mocnego spadku (tym razem po lewej), dobrze widoczne wspomniane gołoborze odchodzące od grani z drugiej strony. Widać też bardzo dobrze rzeczywistą szerokość dostępnej dla nas „ścieżki”.

image 18
Wyprawa w Góry Skaliste 2025 - część pierwsza 46

A stamtąd ruszyliśmy w drogę 5h temu.

image 19
Wyprawa w Góry Skaliste 2025 - część pierwsza 47

Jedyne drzewo któremu udało się wyrosnąć pod koniec grani wiatry poskręcały w korkociąg.

image 20
Wyprawa w Góry Skaliste 2025 - część pierwsza 48
image 21
Wyprawa w Góry Skaliste 2025 - część pierwsza 49

Tutaj nieco lepszy z oddali.

O godzinie 16 z minutami pokonaliśmy grań i wyszło słońce. Na poniższym zdjęciu widać cudowny widok – szeroka, wygodna trasa. Na samym jej czubku, tuż za niewielkim rumowiskiem czekał spadek po którym zaczyna się piąć w górę linia drzew.

image 22
Wyprawa w Góry Skaliste 2025 - część pierwsza 50
image 23
Wyprawa w Góry Skaliste 2025 - część pierwsza 51

Wspomniane rumowisko. Widok w kierunku doliny (ledwo majaczącej za siodłem) która była celem wyprawy; dojdziemy do niej następnego dnia. Przed nami z prawej zaś linia drzew do której dotarliśmy w godzinę później i w której można było zrobić bezpiecznie godzinną przerwę na zasłużony obiad. Tutaj deszcze i wiatry były nam już niestraszne, jedyną niedogodnością był brak źródła wody. Aby na wszelki wypadek ograniczyć jej zużycie, zjedliśmy więc posiłek w postaci jednego z 3 zabranych MRE. Przygotowanie takiego posiłku zużywało kilkadziesiąt zamiast kilkuset mililitrów wody w porównaniu do liofilizatu czy ryżu, samo MRE zaś ważyło i zajmowało sporo miejsca, z radością więc się go pozbyliśmy.

vlcsnap 2026 03 22 16h43m06s352
Wyprawa w Góry Skaliste 2025 - część pierwsza 52
image 24
Wyprawa w Góry Skaliste 2025 - część pierwsza 53

A tam musimy dzisiaj wejść. Najgorszy moment dopiero miał nadejść.